Wstęp

ernestbryl

Kiedy nieokiełznany Marek poderwał mnie od talerza zupy (a zupa ta miała być chwilą wytchnienia po szczególnie uciążliwym dniu), próbowałem się jakoś wykręcić od niespodzianego spotkania. Bo za piętnaście minut miał być doprowadzony poeta i ja miałem coś mu powiedzieć o jego wierszach. Okropnie kocham takie sytuacje. Ale Marek nieugięcie przyciągnął skromnego gościa. Oczywiście ów skromny gość nic nie wiedział o tym, że wizyta jest wymuszona. Kiedy to zrozumiał – zostawił skoroszyt z wierszami i prawie siłą nakłonił Marka do odwrotu. A za dwa tygodnie szukałem początkującego poety, telefonując po różnych miejscach – gdzie może pracuje. Numeru telefonu nie zostawił, umykając w popłochu. Pamiętałem tylko, że jest historykiem sztuki, poważnym specjalistą. Dlaczego tak szukałem? Bo Marek, jak to on, zniknął gdzieś i trop do poety straciłem. Szukałem wytrwale, dopadłem, zaprosiłem. Czemu? No, bo zacząłem czytanie tomiku od wiersza Nadzieja. 

Nadzieja
rodzi się w ostatniej godzinie nocy
na krawędzi świtu
na krawędzi oddechu
na krawędzi imperium

W prowincjonalnym Betlejem

Jakże ta poezja stała mi się bliska. Jakby lepiej jeszcze wyrażała to, co myślałem o całej mizerii Narodzenia. Toż to horror nieprzygotowania dobrego „public relation”. Wiemy też, że to zdarzenie tak niesłychane, szalona wiara w wielki oksymoron, poruszyło tylu polskich poetów. Tyle przepięknych kolęd, tyle wierszy. A jednak mam poczucie, że szczególnie teraz coś nam najważniejszego umyka. Narodzenie Wieczności przesuwa się w folklor. Trudno pojąć te, niby najbardziej dziecinne, Święta. Dlatego miara rozumienia musi być wysoka.
Bo nieprosto oddać to przeniknięcie sprzeczności. A jeszcze tak, żeby czuło się w tym polska nutę – rozumienie, jak wyglądała potęga imperium, przeciw której rodził się Bezbronny. I dalej – wiersz po wierszu. Dotykający wszystkiego, co jest w nas z ksiąg Biblii i Nowego Testamentu. Jak po ostrzu brzytwy. Bo jakże łatwo wpaść w puste poetycko zachwycenie, a z drugiej strony – nie mędrkować. Trudne to dla znawcy sztuki, który tego nie ukrywa, że budując wiersz pamięta, ilu wspaniałych mistrzów malarstwa do tego tematu podchodziło. I prawie w stu procentach udaje mu się uniknąć tego farszu uczoności, co wepchany w wiersz psuje go – jak złe nadzienie pierogi. Więc poeta świadomy, dlaczego tak a nie inaczej pisze, poeta, który myśli wierszem, wprowadza zupełnie nowe widzenie; poeta, który zachował jasność i dojmującą prostotę przekazu. Nie mentor, nie wierszopis teologizujący, nie kaznodzieja patetyzujący. Poeta. Dlatego szukałem go, dlatego przekonywałem, że choć nie jest młodym zapaleńcem, choć ma za sobą piękne książki o sztuce, powinien zaryzykować i wydać ten tomik. Niby po co dziś, kiedy poezją – a taką poezją szczególnie – mało kto się przejmie? A jednak wiem, że jest wielu, co na takie wiersze i takie spojrzenie poetyckie czekają. Właśnie szczególnie czekają na mądrą, ale poetyckim tropem idącą poezję o Nieskończonym i Człowieczym zarazem. Na to, żeby przeczytać wiersze, co się nie wymigują uciekaniem w pseudomodlitewki, głębokie osobiście, ale nie napisane zbyt łatwo uniesienia wiary. Albo, co jeszcze gorzej, próbujący zmienić wielki oksymoron Boga, co stał się Człowiekiem, w coś w rodzaju miłego mitu. Poezja (podobno wieczna) dzieje się tu. Wiersz dotyka naszej skóry. Mówi, a przynajmniej powinien, o sprawach najważniejszych. Ale nie byle jak. Nie może być polityką, a jest osądzeniem siebie i świata. Dla dzisiejszych czytelników poezji w Polsce jedną z najważniejszych spraw jest znalezienie takich wierszy, które pomogą nam zrozumieć ten wielki oksymoron Boga Człowieka. No, może wyznaczyć pierwszy krok do poważnego myślenia. I bez strachu – co z tego będzie – bo bunt też jest poezją. Poezją, czyli dowodem intelektualnym, przeprowadzonym za pomocą wierszy – mowy uczuć. Poezją – więc tym momentem, kiedy słuchający czy czytający wiersz nagle doznaje olśnienia. Niemożliwe stało się możliwym. Sprzeczne przeniknęło się w niejednolitą jedność. Dlatego autora tych wierszy telefonami szukałem. Dlatego przekonywałem do wydania tego tomu, dlatego ważne są dla mnie jego wiersze. 

Ernest Bryll         

 

 

  • WYDAWCA
  • biały kos
  • SPONSOR
  • 5dolin
  • PATRONAT
  • muzeum literatury
  • teologia polityczna
  • fronda
  • telewizja republika